2015/05/13

Show must go on

Ponad 120 dni przerwy na blogu to dużo. Ale mam nadzieję, że będzie mi wybaczone. Rewolucji nie będzie, za to ewolucja jak najbardziej. Przerwa w moim blogowaniu miała trwać nieco dłużej i zakończyć się sporymi zmianami na blogu, ale jak to zwykle bywa, plany planami a... Zmiany pojawią się w ciągu roku przy okazji, a od dzisiaj Drajw wraca na tor. Dziękuję wszystkim, którzy tu zaglądali przez ostatnie 4 miesiące i dopytywali, kiedy wreszcie pojawi się nowy post. Na nowy-stary początek przydałby się jakiś szybki przegląd ostatnich tygodni. A więc voila!


Zmiany, zmiany, zmiany

Trochę się działo przez te pierwsze miesiące roku, więc jest o czym pisać. Ale premiery i start sprzedaży kolejnych modeli (np. Suzuki Vitara), nowe koncepty (np. Audi) czy top modele pierwszego kwartału to tematy opisane i przepisane wszerz i wzdłuż przez dużą część motoryzacyjnych mediów czy blogów.

Okładka Forbesa z 2013 rok z podpisem
" Uważajcie GM i Toyota, VW będzie niedługo
największym producentem samochodów na Ziemi
Dlatego żeby nie zanudzać, wspomnę tylko dwa najciekawsze wydarzenia, które mają według mnie największy potencjał wizerunkowy. Tak się składa, że to sprawy personalne – jedna z tej a druga z tamtej strony Odry. To zaczną od tamtej.

Z globalnych łamiących wiadomości dla mnie nr 1 jest zmiana na tronie Grupy VW, czyli posłanie na emeryturę Ferdynanda Piecha, szefa rady nadzorczej koncernu z Wolfsburga, i pozostawienie wolnego pola dotychczasowemu CEO Volkswagena – Martinowi Winterkornowi (gdyby ktoś chciał więcej o nim, to zapraszam tutaj). A wszystko zaczęło się od wypowiedzi Piecha w mediach o tym, że Winterkorn prowadzi firmę na manowce. Tymczasem wielu widziało w Martinie Winterkornie właśnie następcę Ferdinanda Piecha, i to sprawnego następcę, który uczynił z marki Volkswagen nie tylko jednego z liderów rynku motoryzacji, ale także innowacji. W niedawnym rankingu „EU Industrial R&D Investment Scoreboard” Volkswagen został uznany liderem innowacyjności na świecie. Trudno więc odmówić Winterkornowi sukcesów. O co więc poszło?

Warto wiedzieć, że Ferdinand Piech to postać kluczowa w całej Grupie VW. Jest wnukiem legendarnego Ferdinanda Porsche, od którego w zasadzie zaczęła się historia marki Volkswagen. Był on bowiem współprojektantem VW Garbusa, niestety przy wsparciu niejakiego Adolfa H. Wnuczek to dziś największy indywidualny akcjonariusz VW, wieloletni prezes, a potem szef rady nadzorczej Grupy. Tradycje rodzinne i właścicielskie niejednokrotnie dawały Piechowi mandat to krytykowania szefów marek koncernu, co nie pozostawało bez wpływu na kariery nawet najlepszych menedżerów (np. zwolnieniem ni z gruszki, ni z pietruszki). Prawdopodobnie Piech poczuł się mocno zagrożony niezachwianą pozycją Winterkorna i nie miał ochoty oddawać w najbliższym czasie sterów Volkswagena komukolwiek, mimo że sam ma 78 lat! (zapomniał pójść na emeryturę?!) Niestety tym razem rada nadzorcza i wielu innych wpływowych ludzi w koncernie murem stanęło za CEO Winterkornem, podejmując decyzję o zmianie na stanowisku the chairman of the supervisory board. I tak legenda niemieckiej motoryzacji opuściła koncern w atmosferze może nie tyle skandalu co niesmaku.

Pierwszy plan: Martin Winterkorn, drugi: Ferdinand Piech
Źródło: spiegel.de

Wydawałoby się, że takie zawirowania wyjdą Volkswagenowi bokiem, bo w końcu akcjonariusze zaczną drżeć o przyszłość swojej dojnej krowy. A tymczasem stało się zupełnie inaczej. Akcje Grupy skoczyły o kilka procent, a analitycy szumnie ogłosili, że przed Volkswagenem otwierają się nowe możliwości. Przy czym raczej nie będzie to kontynuacja ekspansji, kolejnych przejęć i walki o fotel lidera sprzedaży, a raczej wyprostowanie niektórych spraw wewnątrz firmy i podniesienie "jakości zysków" (cokolwiek to znaczy). Czy zatem Volkswagen ustąpi sprzedażowego pola General Motors (światowy numer 3) albo odda Toyocie walkowerem walkę na innowacje? Who knows?

Dzieje się w Polsce

A przynajmniej tako rzecze hasło reklamowe jednego z portali. Tak, tak, nawet w Polsce coś dzieje się w branży moto. Oczywiście jak są pozytywne wiadomości, to musi być coś negatywnego. Zacznę więc od tych złych, żeby móc skoczyć jakimś pozytywnym akcentem.

Źródło:se.pl
114 km/h - tyle dzieli autorytet od upadku albo przynajmniej poważnego uszczerbku wizerunkowego. Chodzi o wpadkę Krzysztofa Hołowczyca, którego osobiście bardzo cenię, jednak jako specjalista od PR muszę niestety ocenić bardzo surowo. W marcu media od Faktu po Fakty trąbiły, że Hołek został przyłapany na przekroczeniu prędkości swoim Nissanem GT-R o ponad 100 km/h. Cóż, zdarza się, szczególnie gdy mamy do dyspozycji grubo ponad 400 koni pod maską. Niestety nagrały to policyjne wideorejestratory i "przypadkiem" trafiło to do mediów. Co w takim wypadku powinien zrobić ktoś, kto robi dużą kasę na promocji bezpieczniej jazdy? W świetle takich dowodów, pozostaje przeprosić, pokajać się w tychże samych mediach i obiecać, że o 114 km/h już nigdy nie przekroczy się prędkości ;-), tym bardziej że właśnie wchodziły nowe przepisy o przekroczeniu o 50 km/h prędkości w terenie zabudowanym z perspektywą utraty prawka. A potem skrzętnie wziąć udział w jakiejś kampanii społecznej przeciwko piratom drogowym. Niestety nasz mistrz postanowił udawać, że ręką za która go złapali nie jest jego...

Niektórzy bardziej polubili Hołka po tej akcji jako swojego chłopaka. Nie ma się co dziwić po różnych wybrykach Frogów i jemu podobnych gości z kompleksem małego wiadomo czego. Ale właśnie teraz taka wpadka nieskazitelnego jak dotąd autorytetu boli podwójnie. Pewnie marketingowcy nie zrezygnują z twarzowania Krzysztofa Hołowczyca, jednak w swoich szablonach Q&A będą musieli dodać przynajmniej jedno pytanie, o to czy wiarygodność mistrza jest wystarczająco wiarygodna. Szkoda, że tak się stało, bo autorytetów w Polsce brakuje i każdy jeden jest na wagę złota...



Jednak żeby nie było tak negatywnie, na koniec trochę dobrych wiadomości. Pojawiło się bowiem światełko w tunelu dla P-O-L-S-K-I-C-H marek samochodów. I nie chodzi tu o produkcję nowego modelu Opla w Gliwicach czy VW Craftera w Wlkp. Szansę na drugą młodość dostała stara, poczciwa Syrenka, a na zupełnie nowe życie - super samochód znad Wisły - Arrinera. Ale o tym napiszę co nieco w kolejnych tygodniach.

Tyle tytułem szybkiego przeglądu. Na koniec jeszcze dla wielbicieli wrzucam trailer jednego z najbardziej marketingowych filmów o samochodach w historii świata, który w Polsce miał premierę nomen omen 10 kwietnia. Chyba nie muszę pisać jakiego;)


PS. A wielbicielom serii „Szybkich i wściekłych” polecam jeszcze cykl “Milion spoilerów” na Blogomotive, gdzie znajdziecie streszczenie poprzednich części F&F i odpowiedź na pytanie „co do jasnej cholery robi tam Riddick?”:-)

4 komentarze:

  1. 7 część wściekłych i szybkich genialna, szkoda tylko że ciągną życie Paula Walkera. Mogliby jakoś honorowo go uśmiercić w następnej części.

    OdpowiedzUsuń
  2. Lubię serię „Szybkich i wściekłych”, póki co trzyma nawet poziom ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Na wizerunek pracuje się latami. Bywa, że całą tę pracę można zaprzepaścić jednym wybrykiem. Ale wydaje mi się w przypadku pana Krzysztofa, że nie bardzo to odczuł.

    OdpowiedzUsuń
  4. Jak dla mnie to hipokryzja. Bo od razu każdy przestrzega ograniczeń prędkości prawda? A no właśnie nie. Ale każdy na ,,pirata,, palcem pogrozi.

    OdpowiedzUsuń